Autor Wątek: Obsługiwałem angielskiego króla - Bohumil Hrabal  (Przeczytany 1962 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline etka

  • Wiedźmin
  • ******
  • Wiadomości: 1124
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Obsługiwałem angielskiego króla - Bohumil Hrabal
« dnia: Październik 12, 2009, 11:09:42 am »
    Długo przymierzałam się do przeczytania tej książki. Nie dlatego, że mnie odstraszała, ale wręcz przeciwnie. Przyciągała. I to jak. Ale muszę przyznać, że potrafiłam jej czytać w pociągu, w przerwach między zajęciami, czy też na nudnych wykładach. Bo książka ta, w moim przypadku, wymagała skupienia większej uwagi. Dlaczego? Bo Hrabal przyjął swobodną konwencję, taką „pamiętnikarsko – baśniowo – plotkarską”. Wydawałoby się, że to tym lepiej, bo łatwo i płynnie powinno się czytać. Tak, racja, ale jednak… Bo każde zdanie z czegoś wynikało. Właściwie w każdym zdaniu coś się działo. Gdy się ich kilka pominęło, lub czytało się pozwalając uciekać myślom, szybko traciło się wątek. Wiele razy wracałam do tekstu, który przeczytałam wcześniej. Ale znalazłam sposób na ten mój problem. Zaczęłam czytać na głos. Było o wiele lepiej. Po prostu się zachwyciłam. Brawa należą się tłumaczowi, Janowi Stachowskiemu (Marcinowi Prażakowi), któremu sądzę, że udało się wiernie odtworzyć to, co chciał przekazać autor.
    Posiadam egzemplarz książki wydany przez Państwowy Instytut Wydawniczy, w 1990 roku, z serii KIK (Klub Interesującej Książki). Podoba mi się to, że na końcu tekstu właściwego została zamieszczona informacja od tłumacza. Otóż Stachowski napisał tam, że inspiracją do przetłumaczenia książki „Obsluhoval jsem anglického krále” był barwny egzemplarz o tym tytule, który trafił w jego ręce w 1985 roku. Książka ta w Czechach ukazała się za zgodą tamtejszych organów państwowych, które udzielały zgody na przedsięwzięcia wydawnicze. Jednak zawarcie oficjalnej umowy międzynarodowej między Polską a Czechami było niemożliwe wtedy, gdy tłumacz dążył do wydania swojego przekładu. W takiej sytuacji Stachowski zaproponował tekst oficynom drugiego obiegu i w 1988 roku ukazał się on nawet dwukrotnie. Pod koniec tamtejszego roku można było kupić tę książkę w księgarni.
    „Obsługiwałem angielskiego króla” to zbiór opowiadań, podzielonych na pięć rozdziałów. Każdy z nich zawiera wiele innych opowiastek, które w mniejszym lub większym stopniu się ze sobą łączą. Każdy rozdział rozpoczyna się baśniowym wręcz zwrotem do czytelnika, który brzmi: „Słuchajcie (posłuchajcie, słuchajcie dobrze), co wam teraz powiem.” Główny bohater chciał pewnie w ten sposób zarazić czytelnika jego światem… a autor sprawić, że odbiorca tak wtopi się w lekturę, że ciężko będzie się od niej oderwać. I ten cel, jeśli rzeczywiście takowy był, został osiągnięty. Ostatnim zdaniem każdego rozdziału jest tak przemyślane, moim zdaniem marketingowe w pozytywnym tego słowa znaczeniu sformułowanie: „No, może już wystarczy, co? Na dzisiaj koniec.” Gdy moja lektura danego rozdziału dobiegała końca, mówiłam sobie w myślach: „nie, na dzisiaj jeszcze nie koniec”. I zaczynałam kolejny. Ostatni pewnie by mnie rozczarował, gdybym nie wiedziała, że do końca pozostało kilka kartek… Brzmi: „Wystarczy wam? Tak, ale teraz to już naprawdę kończę.”
A dalej można się dowiedzieć, że „wydarzenia począwszy od minionego roku gonią jedno za drugim”*. Zabrakło czasu na odnotowanie śmierci matki. Autor wyjaśnił, że: „(…) owe wydarzenia zmuszają mnie, bym pozostawił tekst w pierwotnym kształcie i wierzył, że kiedyś będę miał czas i odwagę, aby raz czy drugi przekopać się przez ten tekst i osiągnąć pewną klasyczność lub też, pod wpływem chwili i zakładając, że mógłbym oszczędzić tę pierwotną spontaniczność obrazów, wziąć po prostu nożyczki i wyciąć te obrazy, które z perspektywy czasu zachowają jeszcze świeżość.”**
     Nie chcę zdradzać, o czym dokładnie jest ta książka. Jednak pragnę zwrócić uwagę na to, że powinna być ważna również dla Polaków. Czasy drugiej wojny światowej… Na pewno należy zwrócić uwagę na postawę głównego bohatera – obywatela Czech wobec tylu niesprawiedliwości, tylu mordów na świecie. Jego prostota, uczciwość w nieuczciwości… Przyznam, że czytając tę książkę, przypominałam sobie bulwersujący wątek z „Lektora” Bernharda Schlinka, o obojętności Hanny Schmitz wobec losów kobiet skazanych na zagładę.
   Mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, że treść „Obsługiwałem angielskiego króla” to jest jedno wielkie wodolejstwo, jednak taka interpretacja jest bardzo płytka. Śmiało mogę przyznać, choć jeszcze nie czytałam innych książek Hrabala, ale trochę o nich słyszałam, że jego styl pisarski jest specyficzny, tak samo jak styl Dickensa, czy Waltariego. Wyróżnia się z tłumu. I to, moim zdaniem jest największym osiągnięciem pisarza. I jeszcze dodam, że dzięki stylowi Hrabala tłumaczenie Stachowskiego pozwala zrozumieć sens logiki polskich zdań. Czytając na głos, często „łapałam się” na przestawianiu szyku w zdaniach. Szybko się poprawiałam, co pozwalało mi zastanowić się nad błędami, które często zdarza mi się popełniać.
   Gorąco zachęcam do lektury tejże książki.




* B. Hrabal, „Obsługiwałem angielskiego króla”, Warszawa 1990, s. 199.
** Tamże