Powieść pt. "Pieśń łuków" jest swoistym majstersztykiem. Na tle wydarzeń historycznych, które potem autor w posłowiu rzetelnie wyjaśnia i przybliża, rozwija się piękna opowieść o fikcyjnym bohaterze, jego przygodach, przeżyciach, tragediach i szczęściu.
Tłem historycznym dla przygód Nicka Hooka jest wojna o tron francuski między angielskim królem Henrykiem V a królem Francji, który jednak nie brał udziału w tytułowej bitwie. Autor tak pięknie oddał klimat średniowiecznych zmagań, z całą szczerością i surowością opisał bitwę pod Azincourt, a wcześniej oblężenie Harfleur, że niech się schowa Sienkiewicz ze swoimi "Krzyżakami".
Ale w ogóle opis życia biedaków w średniowieczu, chociaż nie jest zaskakujący, bo przecież niejedną książkę historyczną już przeczytałam, to jednak potrafi wstrząsnąć. Najbardziej przejmujące wg mnie jest to, że w tamtych czasach życie chłopa było naprawdę niczym. Pan mógł zabić, okaleczyć - nic mu za to nie groziło. Był bezkarny. Chłop nie miał prawa do obrony.
Na przykład taki epizod - król rozkazał powiesić jednego z łuczników za to, że podobno ukradł złoty kielich z kościoła. Nie słuchał niczyich tłumaczeń. Dokonało się. Dopiero po fakcie, gdy na spokojnie wysłuchał argumentów i zrozumiał, że jednak kazał powiesić niewinnego człowieka, obiecał modlić się za niego, odprawić mszę i obiecał bratu powieszonego, że tamten na pewno już jest w niebie. Ta... To była pociecha, to brata pocieszyło i uspokoiło.
Nie tak dawno czytałam inną powieść tego pisarza, był to "Zimowy Monarcha". Również wspaniała powieść historyczna. Tylko tam kanwą była legenda. Tutaj, w "Azincourt" podłożem jest historycznie udokumentowane wydarzenie. Nie zmienia to faktu, że Cornwell świetnym pisarzem jest. To się czytało z zapartym tchem.
Z całego serca polecam ją zwłaszcza miłośnikom historycznego czytania, nie zawiedziecie się. Dla mnie od teraz Cornwell jest jednym z ulubionych pisarzy.