Naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego książka Scotta Smitha okrzyknięta została bestsellerem. I to światowym. To chyba na skalę bardzo małego świata. Owszem, powieść napawa wstrętem, przy epilogu złapałam się na tym, że zaciskam zęby z obrzydzenia, ale nie ma w niej nic przerażającego. Film, który powstał na jej podstawie, jest znacznie ciekawszy. Nie mogę jej polecić nikomu, nie należy do lektur interesujących, aczkolwiek nie znudziła mnie śmiertelnie. Jeśli ktoś nie ma nic lepszego do czytania, może sobie pozwolić na luksus stracenia na "Ruiny" czasu. Sam tytuł zresztą jest nieadekwatny do treści, autor powinien ją raczej nazwać "Winorośl" albo "Zabójcze sploty". Jedyną zaletę, jaką dostrzegłam w powieści, to całkiem nieźle przedstawione portrety amerykańskiej młodzieży. I naprawdę mam za złe mistrzowi horroru, że wypowiedział się pozytywnie na temat "Ruin". Panie King, pan chyba nie czytał tej książki!