Siewca wiatruPoza „Rajem utraconym” Johna Miltona nie spotkałem się jak dotąd w żadnym utworze literackim podjęcia tematu aniołów i diabłów w szerszym ujęciu niż w Mistrzu i Małgorzacie czy Fauście. Maja Lidia Kossakowska podjęła się takowej próby w Siewcy wiatru.
Ukazuje Niebo jako królestwo, podobne ziemskim, z władzami i administracją. Królestwo (jak zwie Niebo Kossakowska) podzielone jest na siedem Nieb. Oczywiście im wyższe tym zamieszkują je dostojniejsi mieszkańcy. W Siódmym Niebie znajdują się piękne ogrody pielęgnowane przez Aniołów Lata i pałac Stwórcy.
Lekturę właściwej powieści poprzedza prolog, coś na kształt wprowadzenia. Właściwie jest to przedrukowane opowiadanie z wcześniejszej książki o Aniołach pani Kossakowskiej zatytułowanej „Obrońcy Królestwa”. Antykreator, pan chaosu, przeciwieństwo Boga próbuje wedrzeć się do Królestwa. Tworzy szczelinę między światem aniołów a ciemnością i posyła swoje niezliczone armie, aby siały zniszczenie.
Prawa ręka Pana, demiurg Jaldabaot zlekceważył (zapewne przez pogardę dla Aniołów Miecza) ostrzeżenia Kamaela i nie uczynił nic, by zapobiec wdarciu się Antykreatora do Nieba. Daimon Frey próbuje ratować sytuację bez względu na późniejsze konsekwencje. Popełnia świętokradztwo w imię ocalenia dzieła Pana.
Nie chcę dalej zdradzać fabuły. Właściwa akcja powieści dzieje się wiele setek lat później. Po obaleniu Jaldabaota ster rządów przejmują Archaniołowie Gabriel, Michał, Rafał

i Razjel. Z przerażeniem odkrywają, że Pałac Pana jest pusty, a Stwórca opuścił swoje Królestwo. Obawiając się totalnego chaosu, jaki bez wątpienia wywołałaby ta wieść ukrywają fakt odejścia Pana. Zawiązują też tajne porozumienie z upadłymi Aniołami wygnanymi z Królestwa, którym przewodzi Lucyfer, zwany czasem żartobliwie Lampką.
Warto tutaj dodać, że Głębianie, wygnańcy nie są w tej książce esencją zupełnego zła, jak uczy religia chrześcijańska. Lucyfer ukazany jest nawet jako przeciwnik zbytniej brutalności i bezwzględności, władca trochę zagubiony i zbyt mało zły, by rządzić Piekłem. Można do niego w trakcie lektury poczuć sympatię, podobnie jak do Asmodeusza, jego przyjaciela. Lucyfer stanął na czele buntu Aniołów, bowiem przeciwny był zbytniej biurokratyzacji Królestwa. Marzyła mu się wolność i demokracja. Nie buntował się przeciwko Bogu, ale przeciw sytuacji w Królestwie. Sprawy zaszły jednak do takiego punktu, z którego nie było już odwrotu. W efekcie trzecia część Aniołów, którzy poparli Lucyfera została wygnana.
W obliczu ponownej napaści Antykreatora stają ramie w ramię by bronić dzieła stworzenia.
Aniołowie są bardzo ludzcy. Nie uświadczycie tu obrazów rodem z Ewangelii, grzecznych niemal niewieścich postaci. Są władczy, porywczy, mają swoje wady, ulegają pokusom, klną kiedy potrzeba. Aniołowie bardzo różnią się od siebie, poczynając charakteru a kończąc na pełnionych funkcjach. Siewca wiatru stanowi istny przegląd Aniołów. Widać tu pracę autorki, jaką musiała włożyć w zapoznanie się ze źródłami.
Książkę czytało się przyjemnie. Może czasami lekko irytowało mnie ucinanie akcji w ciekawym momencie, by przenieść się zupełnie gdzie indziej, na przykład z ważnej narady w pałacu Gabriela do komnat Aniołów Stróżów. W takich chwilach niejednokrotnie miałem ochotę odłożyć książkę i zając się czymś innym. Oczywiście wszystkie te fragmenty łączą się później w jako tako spójną całość, ale lekkie negatywne wrażenie spowodowane przerywaniem spójności fabuły mi pozostało.
Ostateczną walkę z Antykreaotrem autorka opisała w sposób dość chaotyczny. Trudno sobie wyobrazić jednostki bojowe obrońców, kiedy na wcześniejszych kartach nie było o nich ani słowa. Pojawiają się najprzeróżniejsze dziwy, chalkedry, rydwany, ci wielcy Aniołowie Słońca, których nazwy zapomniałem. Przez czterysta stron poruszamy się po Królestwie, poznajemy jego strukturę, organizację bogato i szczegółowo opisywaną przez panią Kossakowską, a jednak o największych atutach niebiańskiej armii nic nam nie wiadomo.
Mogłem z łatwością wyobrazić sobie większość miejsc i scen w Siewcy wiatru, ale obraz bitwy mi umykał. Z drugiej strony jej ogrom, ilość bijących się armii była tak niewyobrażalna, że nie sposób opisać wszystkiego, co działo się na polu bitwy.
Kwestią, która najbardziej zapadła mi w pamięć, była cięta odzywka Draga Gamerina do przebierańców Rama Izada: Sprawdź sobie w kuli, zdrajco. Wywołała uśmiech na mej twarzy. Należy jednak znać kontekst rozmowy by lepiej zrozumieć i poczuć wymowę słów komandosa. Drago oraz Głębianin Hazar w ogóle stanowią ciekawą parę przyjaciół. Spotkali się początkowo jako śmiertelni wrogowie, zdołali się jednak szybko ze sobą zaprzyjaźnić.
Cenię sobie także Asmodeusza za optymizm i pogodę ducha.
Bez wątpienia powieść Maji Lidii Kossakowskiej jest oryginalnym dziełem w polskiej fantasy. Nikt wcześniej, o ile mi wiadomo, nie pokusił się o podjęcie tematu Aniołów. Choćby z tego względu warto przeczytać tę powieść, a także wcześniejszy zbiór opowiadań autorki pt: Obrońcy Królestwa.
Siewca wiatru nie jest powieścią genialną, która pozostawiłaby po sobie mocny ślad w pamięci czytelnika. Ale jest kawałkiem ciekawej fantastyki, który warto poznać, choćby po to, by wyrobić sobie zdanie o książce. Jeśli skusiłbym się na ocenianie, w mojej prywatnej i subiektywnej skali otrzymałby Siewca 4,5 w sześciostopniowej skali. Nie czytałem jeszcze opowiadań, ale podejrzewam, tak mi się wydaje, że w krótszej formie literackiej autorka prezentuje się lepiej. Niedługo będę miał okazję się przekonań.