*** Recenzja ta dotyczy obydwu tomów księgi pierwszej. ***
Pewnego dnia Jegor powoli i niechętnie wraca do domu. Po drodze rozmyśla o tych wszystkich nieszczęściach, które kolejno spadają na jego głowę odkąd to skończył 13 lat. Ech, jakby to było dobrze móc zmienić swoje życie i przeczekać ten zły czas. Ciąg wydarzeń sprawia, że znajduje on bardzo specjalny Klucz, którego pożąda również jakiś dziwny mężczyzna. Jegor nie chce się rozstać z Kluczem, zaczyna uciekać, wpada w pewne drzwi i… budzi się w innym świecie. W świecie równoległym (chociaż nie do końca), w którym króluje Magia, nie Technika. W świecie, w którym dowiaduje się, że losy obydwóch światów zależą właśnie od niego, od trzynastoletniego chłopca.
Dawno temu, świat techniki i świat magii były jednym światem. Do czasu, kiedy okazało się, że jednego z drugim nie da się jednak bezkolizyjnie pogodzić i magowie zmuszeni byli go podzielić. Od tej pory, w świecie magicznym technika nie jest zbytnio rozwinięta, a w świecie technicznym magia praktycznie nie istnieje. Jednakże w świecie magicznym pojawił się pewien mag, który postanawia za wszelką połączyć obydwa światy. A to znowu pewna zguba…
Na taką właśnie sytuację trafia Jegor, kiedy przez przypadek wpada do świata magii. Zostaje mu ona przedstawiona przez dwie niesamowite postacie – Maga oraz dawnego Rycerza Zakonu. To oni wyjaśniają mu sytuację i pozwalają mu zrozumieć dlaczego właśnie od niego zależą dalsze losy obydwóch światów. To właśnie oni pomagają mu zrozumieć nowopoznawany świat, zdobyć nowe umiejętności i wiedzę. Czas, który mogą poświęcić na jego szkolenie jest niestety bardzo krótki, więc jest to szkolenie mordercze, każde zwycięstwo i każdy ułamek wiedzy okupiony jest bólem i potem. Jegor nie dostaje wszystkiego w prezencie, na wszystko musi zapracować sam.
Po zakończeniu szkolenia Jegor poznaje swoje ścieżki losu, przechodzi ostateczną inicjację i rusza w drogę. Gdzie? Na poszukiwanie drugiego Klucza, tego, który może go zabrać do domu, a na jego miejsce przetransportować „odpowiedniego” kandydata do ocalenia świata.
Jegar rusza w drogę, która obfituje w wiele pułapek, niebezpieczeństw, ale również i wiele możliwości. Ścieżki losu prowadzą go w miejsca różnorakie, ale właściwie wszędzie udaje mu się – czasami z wielkim trudem – wybrnąć z sytuacji, zakończyć wszystko pozytywnie. Zdobywa sobie sławę świetnego, walecznego i honorowego Rycerza Zakonu. Po drodze również zyskuje sobie kilkoro przyjaciół (i wielu wrogów

) – elfa, złodziejkę, ulicznego urwisa, maga oraz rycerza. Razem pokonują drogę, która powiedzie ich do…? No właśnie, kto wie gdzie? Księga pierwsza kończy się w sposób bardzo otwarty i intrygujący, już nie mogę się doczekać kolejnych części!
Książka wciągnęła mnie niesamowicie, nie mogłam się od niej oderwać. Aż trudno było mi (a właściwie ciągle jest) uwierzyć, że kiedy autor ją tworzył miał ledwie dwa czy trzy lata więcej od bohatera książki! Sam był nastolatkiem, kiedy pisał pierwszą wersję „Spadkobiercy Zakonu”. Potem długo nic się nie działo, aż do czasu, kiedy – dzięki przyjacielowi – została ona umieszczona na stronie internetowej pomagającej „odnaleźć się” wydawcom i autorom. Okazało się wtedy, że książka się podoba czytelnikom i chcieliby oni, żeby została wydana. Jednakże pierwotna wersja była wersją nieoszlifowaną, zawierającą sporo błędów, potrzebna była więc pomoc. I tutaj pomogli internauci! Ostateczna wersja to efekt współpracy autora, internautów oraz wydawcy. I jest to efekt zdecydowanie pozytywny

Faktycznie, czasami zdarzało się, że – szczególnie w dialogach – można było poczuć lekką „toporność” języka, która często zdarza się młodym debiutantom. Chociaż wlaściwie w przypadku książek obcojęzycznych nigdy do końca nie wiemy, czy jest to kwestia autora, czy tłumaczenia. Jednakże nie jest to jakaś bardzo uciążliwa kwestia, zupełnie nie wpłynęła na mój pozytywny odbiór całości.
Czasami wkurzał mnie (troszeczkę) główny bohater, który jak na trzynastolatka miał czasami bardzo dorosłe przemyślenia i wręcz przemądrzałe wypowiedzi. Ale może taki był plan autora? Jednak generalnie bohaterowie są bardzo dobrze stworzeni, mamy pełną gamę różnorakich charakterów, zachowań, emocji, wad i zalet. Możemy obserwować ich rozwój, potyczki duchowe, dojrzewanie, zmianę postaw życiowych.
Bardzo ciekawie autor dopracował również świat, w którym dzieje się akcja powieści. Mamy jednocześnie dawkę zupełnie nowych miejsc, rozwiązań państwowych, strukturalnych, społecznościowych oraz nawiązania do świata, który bardzo dobrze znamy z własnego doświadczenia oraz wspólnej historii, której uczymy sie w szkole. Świetny zabieg!
Mamy tutaj również typowe nawiązania fantasy – walkę dobra ze złem, szlachetność i prawość przeciwko podłym knowaniom. Pozytywne postaci (rycerz, elf, mag) przeciwko negatywnym (mag śmierci, zombi). Jest też i lekki morał dotyczący rozwoju, własnego doskonalenia, nauki, życia i funkcjonowania w społeczeństwie.
Bardzo szybko zaprzyjaźniłam się z bohaterami, zależało mi na ich powodzeniu, poczułam się częścią ich świata. Świetnie napisana i skonstruowana powieść, czyta się ją błyskawicznie i nie chce się kończyć czytania. Gdy tylko skończyłam czytanie pierwszego tomu (i jak można tak kończyć, ja się pytam?? jak?), to zaraz musiałam się zabrać za czytanie tomu drugiego. Dobrze, że miałam pod reką. Teraz z niecierpliwością czekam na dalsze części.
Polecam wszystkim miłośnikom fantasy, tym małym i tym dużym, dziewczynom i chłopakom
