Zazwyczaj po raz drugi nie czyta się kryminałów, sama z reguły też tak nie postępuję. W ogóle czytam ich coraz mniej, już nie robią takiego wrażenia jak wcześniej. Jednak w przypadku Elizabeth George postanowiłam zrobić wyjątek i po raz drugi sięgnęłam po powieść „Wielkie wybawienie”. Kiedyś bardzo mi się to podobało. Głównie ze względu na klimat. Byłam ciekawa, czy i tym razem będzie tak samo? Częściowo tak, ponieważ historia szybko mnie wciągnęła, jest po prostu dobrze napisana i konsekwentnie – autorka nie gubi się w historii, czy też w poszczególnych wątkach. I okazało się, że czytałam na tyle dawno, że nie od razu wszystko sobie przypomniałam (właściwie do końca miałam wątpliwości w kwestii morderstwa), jednocześnie wiedziałam, na które elementy tym razem należy zwracać uwagę (no dobra, oprócz jednego). W tym przypadku tajemnica faktycznie jest mroczna, wynika z sytuacji i pewnych zdarzeń, a nie tylko dlatego, że tak jest napisane na okładce, co dla mnie jest dużym plusem. Do gustu przypadł mi klimat tej powieści, fabuła jest konkretna, z pomysłem, postacie są intrygujące, z reguły umykające schematowi.