Właśnie mam za sobą lekturę "Apelacji". Zaczyna się ciekawie, lecz po chwili jest już średnio. Druga część, Kampania, przypomina relację opartą na pseudo faktach, koniec nie był specjalnie zaskakujący. Ogólnie jest o tym, że Grishamowi nie podoba się sposób dokonywania wyboru sędziego i jak działają sądy apelacyjne, wytyka wady systemu, a przy tym sugeruje, jak należy rozwiązać ten problem. Zresztą sam to przyznaje w końcowej nocie. Odnoszę wrażenie, jakby w tej powieści zabrakło czegoś istotnego, nie wywołuje emocji, poza lekką irytacją. No cóż, sam podniósł wysoko poprzeczkę...
"Ominąć święta" - też Grishama, lecz już nie o prawnikach i prawie, tylko o pewnym księgowym, który podliczył, ile kosztuje zorganizowanie świąt i wyszło mu, że taniej będzie się wybrać na egzotyczną wycieczkę, że dzięki temu uniknie całego zamieszania przedświątecznego i w ogóle o tym, jak wyglądają święta średniej klasy w Ameryce; w sumie niezła rzecz, powiedziałabym pouczająca.
Na koniec pomyślałam sobie, aby się wziąć za "Firmę" albo "Komorę", to jego wcześniejsze powieści, wydaje mi się, że powinny bardziej przypaść do gustu.