Po dzieciakach też widać, że z książkami im nie po drodze. Nie czytają, więc mają problemy z ortografią, składnią. Mój kolega jest polonistą w gimnazjum. I naprawdę padłam, kiedy pokazał mi wypracowanie na temat wartości młodego człowieka czy coś z EMOTICONAMI wplecionymi w tekst.
Mi się wydaje, że duża w tym sprawa tak powszechnego dostępu do komputerów. W zasadzie od dziecka już dziś. Mój pierwszy komputer to był Atari 64XE. Ale raczej nie używałem go do pisania, bo ani netu nie miał, ani drukarki, więc nic mi po nim w tej kwestii. Głównie do gier był używany. Pierwszego peceta w zasadzie kupiliśmy jak skończyłem pierwszą klasę liceum.
Jeśli więc chodzi o pisanie to cały ten czas przed kupnem PC robiłem to ręcznie. Listy, wypracowania szkolne, prace domowe, referaty. Jak trzeba było napisać jakąś mądrzejszą pracę domową z polskiego, szło się do biblioteki brało jedną dwie książki i na ich podstawie tworzyło się swoje.
Na przykładzie młodszego rodzeństwa wiem, jak się odrabia prace domowe dziś. Odpala się neta, google i wyszukujemy gotowych lub podobnych prac na dany temat, potem ewentualnie nieco korygując. Zero źródeł, tylko korzystanie z tego, co kiedyś jacyś uczniowie napisali. A przecież te wszystkie teksty ze sciaga.pl nie gwarantują wysokiej jakości, prawda?
Tak samo jest z pisaniem, dziś w zasadzie wszystko pisze się na komputerach, a ręcznie o wiele mniej niż kiedyś. Z komputerem wiadomo, gg, maile, wszystko na szybkiego, normalne więc, że wszelkiego rodzaju skróty i uśmieszki aż cisną się pod palce. I ok, w necie, na gg może być, da się takiego rozmówce jeszcze zrozumieć.
To martwi natomiast, że te zachowania przenoszą się jakby naturalnie na słowo pisane w sposób tradycyjny, długopisem na kartce. Zaciera się granica, człowiek nie widzi różnicy między listem na papierze a smsem czy mailem i wrzuca te buźki, nieświadomie nawet, bo tak się nauczył od dziecka korzystając z netu. Smutne to nieco.