A ja sobie myślę, ze nie ma co narzekać i biadolić. Nie my tracimy tylko Ci nieczytający.
Osobiście mam w domu osła opornego w wieku gimnazjalnym, który na sam widok książki ma miliard pretekstów by jej nie przeczyta, chociaż nie wie nawet o czym ona jest. Nie oszukujmy się, dla kogoś kto przywykł do rozrywek mało intelektualnych, nie angażujących zbyt mocno, jak bezrefleksyjne gapienie się w serial czy klikanie pif-paf- czytanie będzie męczarnią. Nie dość, ze trzeba używać mózgu (zgrozo!), to jeszcze oczu, koncentrować się trzeba, pomyśleć, zapamiętać, kartki przewracać...
Wydaje mi się też, że to czy czytamy czy nie, zależy od tego czy nam czytano, czy nie. Skąd dziecko ma wiedzieć, że to przyjemne, skoro nigdy nie miało okazji znaleźć się w tym dziwnym świecie wyobraźni?